"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić"
Pozbycie się czegokolwiek w większość przypadków łączy się z odczuwaniem jakiegoś bólu. O mniejszym lub silniejszym natężeniu, ale mimo wszystko. Kiedy coś wyrzucamy, może wymieniamy, lub po prostu porządkujemy łapiemy się na sentymentalności, powracaniu myślami nawet w najdalszą przeszłość, którą przecież i tak potrafimy przywołać z najmniejszymi szczegółami. Żałuję, że nie posiadamy umiejętności poczucia faktury i ciepła dłoni albo usłyszenia tonacji głosu. O wiele łatwiej, żyłoby się z niewygodną przeszłością, będąc wyposażonym w te zdolności.Dla wielu z nas powrócenie myślami wstecz łączy się z westchnieniem niezadowolenia. Często dążymy do ukończenia czegoś, a kiedy faktycznie ma to miejsce, jesteśmy zawiedzeni. Tak jest z ulubioną książką, na której finał wyczekujemy z każą przewróconą kartką, a kiedy on następuje żałujemy, że nie odwlekaliśmy tego momentu. Może to nas spotkać na wakacjach, podczas których skreślamy dni do powrotu do upragnionego domu, a kiedy już pakujemy walizki i wracamy, żałujemy, że wybraliśmy tak krótką ofertę. Dotyka nas to podczas edukacji, kiedy narzekamy na stos zadań domowych, pozapowiadane prace klasowe na miesiąc na przód, ale jednak, gdy otrzymujemy końcowe świadectwo i czeka nas dorosła rzeczywistość, zazdrościmy maluchom ruszającym w tornistrach do szkoły. Koniec czegokolwiek łączy się z nieodwracalną, bo w końcu dokonaną sytuacją. Bywają takie zakończenia, które bolą bardziej niż wszystkie pozostałe i, na które nie da się do końca przygotować. Zdarza się, że ich nie akceptujemy, nie rozumiemy i nie chcemy się z nimi pogodzić. To najgorsza z możliwych opcji, a jednak tak częsta. Nie mogłabym tego wszystkiego pisać, gdybym nie miała w danej kwestii żadnych doświadczeń. Mi też przyszło, z resztą, jak każdemu człowiekowi, kończyć z czymś w sposób niezwykle przykry i doniosły. Może nie jest to czas, po którym mogę jednogłośnie stwierdzić, że koniec oznacza początek, ale coraz intensywniej wcielam to w życie. Przeszłość wydaje mi się niezwykle atrakcyjna i pociągająca. Dlatego tak trudno mi się ją zamyka na cztery spusty i zostawia w spokoju. Często rozdrapuje, analizuję, rozmyślam. Czy jest to jednak potrzebne? Zależy od tego w jakim celu to robisz. Jeśli chcesz zauważyć swoje wady, dostrzec błędy i popracować nad nimi, nie ma w tym nic wadliwego. To zdrowe wyciągać lekcje na przyszłość. Kiedy jednak kręcisz się w okół ubiegłych lat w celu rozmarzenia się, dlaczego to się skończyło, czemu nie powróci, tak bardzo żałuję, to jesteś w ślepej uliczce. Jakie pozytywne skutki na Twoje życie ma ciągłe zadręczanie się pytaniami i oskarżeniami? Zaakceptowanie końca łączy się ze złożonym procesem, który jednak można przebyć. Spróbuj zanalizować to inaczej. Przestań skupiać się na stratach i zauważaniu samych braków, jakie teraz zaczynają doskwierać. Spójrz na to skutkiem zysków. Tracąc coś, kończąc lub opuszczając, robisz miejsce dla czegoś nowego. Może nie od razu będzie to zadowalające, ale z czasem osiągniesz punkt, który zaszczepi w Tobie siłę do działania. Pomyśl, że możesz zrobić wiele, ale ciężko się przemierza drogi z ogromnym bagażem przeszłości.